Szybki wpis 2016

1912

 
0312
15327346_974001252744613_7880039995987506126_n
492c7b28-c9ce-492e-bf56-4b4cd0590ab5-original
capture
 
2011
“ludzie wybrali ryzyko zmiany niż dalsze zubażanie społeczeństwa kontunuowane przez Clinton”
1911
6c38c8af-0c9f-406c-a57b-e892c7ee37f5-original a80d7160-ad07-4f4e-9141-3b0d413a683e-original c374cb4a-2fbb-47b7-b435-ec2865c9c8a9-original
 
1611
Rosja weźmie państwa nadbałtyckie w czasie lub niewiele po prezydenturze Trumpa.
 
1511
14940198_1195795680480207_2911685837805982596_o 14656378_1886375364916005_4662025917183455380_n
 
0711
4cea8c84-083a-473f-9936-4f6cee1f18fa-original
2210
tasks 2015050220390657420uid1 201410162134062180uid1 004e9448-eedb-4c93-a32b-fff9144b6025-original
1610
14717144_450683518435248_6404914363401995631_n
14524506_1608758082758001_8814311311783416733_o
86599e59-9e84-4a36-8aed-02a0cee36cf8-original
_vscd0vimkg6jz8babk9_1476130754117
1010
Na początku sierpnia Bank Anglii zrobił rzecz niespotykaną w jego 322-letniej historii – obniżył stopy procentowe do poziomu zaledwie 0,25 proc. Oznacza to, że banki w Wielkiej Brytanii mogą zaciągać pożyczki w banku centralnym po niemal zerowym oprocentowaniu.

 

Jeszcze kilka lat temu było to nie do pomyślenia, ale w 2016 r. określenie „najniższe w historii” w stosunku do stóp procentowychjest epitetem powtarzanym na tyle często, że już mało kto zwraca na niego uwagę.
Tymczasem, jeśli brytyjski bank centralny zdecydowałby się na kolejną obniżkę swojej podstawowej stopy procentowej – do zera – oznaczałoby to tylko tyle, że dotrzymuje kroku swoim największym odpowiednikom.

Banki centralne tną, co się da i to budzi niepokój

Władze monetarne w Stanach Zjednoczonych, Japonii i Europie już obcięły stopy procentowe do zera lub poniżej zera. Co to oznacza? To, że mamy do czynienia ze zjawiskiem niespotykanym w historii. W praktyce niektóre banki centralne płacą innym bankom za to, że te pożyczają od nich pieniądze.
Celem jest stymulowanie wzrostu gospodarczego, ale rodzi to pewien problem. Z jednej strony nie ma pewności, czy tego rodzaju kroki faktycznie przyniosą pożądany efekt, natomiastspadające stopy procentowe to nowe ryzyka dla globalnych inwestorów.
Z kolei podniesienie stóp – tak, jak to zrobiło amerykańskie Biuro Rezerwy Federalnej – wywoła falę zupełnie nowych problemów dla inwestorów i firm, które muszą zacząć się odzwyczajać od tej niespotykanej konfiguracji.

Jak to się stało, że zabrnęliśmy tak daleko?

Decyzja o obniżeniu stóp procentowych sama w sobie nie jest niczym rewolucyjnym. Władze monetarne, w rodzaju amerykańskiej Rezerwy Federalnej, regularnie podnoszą lub obniżają stopy procentowe, chcąc albo przyspieszyć, albo spowolnić wzrost gospodarczy.

 

Obniżka stóp procentowych skutkuje niższym oprocentowaniem w bankach i innych instytucjach oferujących kredyty i pożyczki. Niższe oprocentowanie to tańszy – a przez to bardziej atrakcyjny – kredyt dla osób fizycznych i przedsiębiorstw. Niższe stopy procentowe sprawiają, że konsumenci i firmy chętniej zaczynają pożyczać lub inwestować pieniądze, ponieważ trzymanie ich w banku nie ma sensu.
Tak więc przedsiębiorstwa budują fabryki i zatrudniają w nich nowych pracowników (którzy z kolei wydają swoje nowo zarobione pensje); ludzie kupują domy, które trzeba zbudować i opłacić – to wszystko wywołuje aktywność, która wyprowadza gospodarkę z marazmu.
W grudniu 2008 r. Ben Bernanke, ówczesny szef Rezerwy Federalnej, stojąc w obliczu największego załamania gospodarczego od czasu Wielkiego Kryzysu, zdecydował, że najlepszą odpowiedzią będzie ustalenie oprocentowania funduszy federalnych na bezprecedensowym poziomie 0 proc.

Stopy procentowe poszczególnych banków centralnych

Foto: Rezerwa Federalna, Bank Japonii, Bank Anglii, Europejski Bank CentralnyStopy procentowe poszczególnych banków centralnych

Stopy miały być na chwilę

Wróćmy na chwilę na tamtych czasów. Fed w historycznym oświadczeniu zaraz po kryzysie pisał, że:
[pullquote]Rezerwa Federalna sięgnie po wszystkie dostępne narzędzia, aby promować odbudowę zrównoważonego wzrostu gospodarczego i utrzymać stabilność cen. Komitet (Federalny Komitet ds. Otwartego Rynku – przyp. tłum.) oczekuje przede wszystkim, że słaba sytuacja gospodarcza przez pewien czas będzie gwarancją niskich poziomów stopy funduszy federalnych.[/pullquote]
„Pewien czas” potrwał siedem lat – Fed i jego obecna szefowa Janet Yellen odeszli od polityki zerowej stopy procentowej w grudniu 2015 r. Ale nawet po podwyżce główna stopa procentowa Fedu wynosi zaledwie 0,25 proc. i prawdopodobnie jeszcze przez jakiś czas utrzyma się na tym poziomie.

Niskie stopy procentowe. Czy coś to dało?

Największą grupą docelową, do której kierowane jest stymulowanie gospodarki, stanowią zwykli ludzie. Jeśli znów będą mieli pracę, to zaczną wydawać pieniądze, tworzyć bogactwo i posuwać globalną gospodarkę do przodu.
Większość danych pokazuje, że dzisiaj przeciętny obywatel radzi sobie dużo lepiej, niż w momencie rozpoczynania wielkiego eksperymentu z niskimi stopami procentowymi.
Wg Euromonitora, globalna stopa wzrostu zarówno w przypadku wydatków konsumenckich, jak i dochodu rozporządzalnego, odbiła się od odnotowanego w 2009 r. dna i w obu przypadkach wynosi ok. 3 proc.
Jak się spodziewano, zareagował także rynek pracy. Wskaźnik bezrobocia w USA spadł poniżej 5 proc., liczba nowych miejsc pracy jest bliska rekordowych poziomów, a wzrost wynagrodzeń, choć wciąż wolniejszy od przewidywanego, nadal przyspiesza. Tak więc patrząc na rozliczne wskaźniki z rynku pracy można mieć wrażenie, że gospodarka mocno przyspieszyła.

W USA niskie stopy zadziałały. Co z resztą krajów?

Dla wielu konsumentów niskie stopy procentowe okazały się błogosławieństwem. W 2015 roku kupiono w Stanach Zjednoczonych rekordową liczbę nowych samochodów, częściowo dzięki ułatwionemu dostępowi do taniego finansowania. Oprocentowanie kredytów hipotecznych również znajduje się na rekordowo niskim poziomie, co zwiększyło dostępność nowych domów w takim stopniu, że podaż nie nadąża za popytem.
Konsumpcja, która wróciła do poziomów sprzed kryzysu, to jeden z najsilniejszych atrybutów amerykańskiej gospodarki. Patrząc z tego punktu widzenia, można powiedzieć, że niskie stopy procentowe zrobiły dokładnie to, czego od nich oczekiwano. Ale w przypadku wielu innych gospodarek sytuacja nie przedstawia się już tak różowo.

Coś jednak się sypie

W strefie euro stopa bezrobocia utrzymuje się dużo powyżej poziomu sprzed kryzysu;natomiast w Japonii nominalny PKB dopiero teraz powrócił do przedkryzysowej średniej.
Zresztą gospodarka W USA wciąż nie pracuje na pełnych obrotach – wzrost cen wciąż pozostaje poniżej celu inflacyjnego ustalonego na poziomie 2 proc., natomiast w Europie i w Japonii ceny spadają. W Polsce np. mamy od kilkunastu miesięcy utrzymującą się deflację.
Inflacja oznacza, że z czasem gotówka traci swoją wartość. To z kolei skłania ludzi do wydawania pieniędzy, a nie oszczędzania oraz pozwala firmom na podnoszenie cen i zwiększanie zysków.
Chociaż początkowo zyski przedsiębiorstw w Stanach Zjednoczonych, Japonii, Niemczech i Wielkiej Brytanii wzrosły do rekordowych pokryzysowych poziomów, to jednak wiele firm powstrzymuje się przed inwestowaniem w duże, wieloletnie projekty. Inwestycje firm amerykańskich spadły w ujęciu rok do roku, co najlepiej pokazuje, że zdaniem ich szefów przyszłość jest niepewna.
Przedsiębiorstwa są skłonne więcej wydawać na nowy sprzęt i maszyny tylko wtedy, kiedy są przekonane, że w przyszłości wzrost gospodarczy przyspieszy. A ponieważ, patrząc na obecną, niską dynamikę PKB, trudno się spodziewać takiego scenariusza, inwestycje nie są niczym atrakcyjnym.
Obecny spadek inwestycji może też wynikać z tego, że firmy spodziewają się końca cyklu biznesowego lub skutków cen energii, niemniej jednak obietnice zwiększonych wydatków inwestycyjnych jakoś się nie zmaterializowały.

Niskie stopy są jak miecz obosieczny

Co więcej – mimo braku zakrojonych na większą skalę inwestycji zadłużenie przedsiębiorstw wręcz eksplodowało. Na przykład poziom zadłużenia 500 największych amerykańskich korporacji na koniec 2015 r. osiągnął rekordowy poziom 6,6 biliona dolarów.
Jak na razie nie stanowi to większego problemu, ponieważ koszty obsługi zadłużenia wciąż są niskie. Ale nie wiadomo, jak sektor przedsiębiorstw poradzi sobie z ewentualnym wzrostem tych kosztów oraz z utrudnionym dostępem do kredytów, zwłaszcza kiedy zaczną spadać zyski.
I chociaż niskie stopy procentowe póki co pomogły sektorowi przedsiębiorstw, to w przyszłości mogą ten sektor pogrążyć.

Rynki finansowe: zniekształcone dane

Bodajże najpełniejszy obraz mieszanych skutków historycznie niskich stóp procentowych dają rynki finansowe.
W ostatnich miesiącach rentowności obligacji skarbowych, niegdyś uważanych za źródło bezpiecznych zysków, spadły do rekordowo niskich poziomów. To z kolei zrodziło na światowych rynkach zjawisko zwane „pogonią za rentownościami”. Ponieważ obligacje skarbowe były kiedyś źródłem stałych dochodów dla inwestorów, to teraz muszą oni poszukać czegoś, co zastąpi zyski niegdyś uzyskiwane na rynkach obligacji rządowych.
Tak więc wzrósł popyt na bardziej ryzykowne papiery, a inwestorzy, aby wynagrodzić sobie utracone korzyści i osiągnąć postawione cele, przerzucają się na nietradycyjne aktywa.
A to z kolei sprawiło, że zagraniczni inwestorzy zainteresowali się amerykańskim rynkiem kapitałowym, co przyczyniło się do wzrostów indeksów giełdowych. Taka kombinacja rekordowo wysokich cen akcji i rekordowo niskich rentowności obligacji jest, podobnie jak niskie stopy procentowe, czymś bezprecedensowym.

To może się nie udać

Zgodnie z najbardziej pesymistycznym scenariuszem, Stany Zjednoczone i inne kraje, które niedawno przeprowadziły kampanię na rzecz wyjątkowo niskich stóp procentowych, mogą na jakiś czas utknąć w ślepym zaułku.
Klasycznym przykładem pułapki niskich stóp procentowych jest Japonia. Kraj ten po raz pierwszy wprowadził zerowe stopy procentowe niemal 20 lat temu, a niedawno zaczął przesuwać się w stronę stóp ujemnych.
Pomimo, wydawałoby się, stymulującej polityki pieniężnej, Japonia odnotowuje słaby wzrost gospodarczy i spadek szeregu wskaźników gospodarczych.
Charles Bean, Christian Broda, Takatoshi Ito i Randall Kroszner z Centrum Badań Polityki Gospodarczej, którzy przestudiowali historię i skutki niskich stóp procentowych przez pryzmat Japonii, stwierdzili, że możemy mieć do czynienia z „pułapką” niskich stóp.
Zdaniem naukowców historia Japonii może być ostrzeżeniem przeciwko utrzymywaniu tak niskich stóp przez zbyt długi okres. Oddajmy im głos:
[pullquote]Jeśli takie warunki będą się utrzymywać, to będą stanowić szczególne wyzwanie zarówno dla społeczeństwa, jak i decydentów. Banki centralne odkryją, że ich zdolność do operowania stopami procentowymi coraz częściej będzie ograniczona przez ich dolną granicę, co zmusi je do sięgania po mniej niezawodne instrumenty, jak luzowanie ilościowe… Co więcej, środowisko trwale niskich stóp procentowych to ryzyko dla stabilności finansowej, ze względu na zachętę do wykorzystywania zbyt dużej dźwigni i nadmiernie ryzykownych strategii inwestycyjnych. Te wszystkie ryzyka mogłaby zmitygować konserwatywna polityka, ale powinniśmy być świadomi, że oczekujemy zbyt wiele od stosunkowo mało sprawdzonych i potencjalnie kontrowersyjnych narzędzi.[/pullquote]
Krótko mówiąc, zgodnie z najbardziej pesymistycznym scenariuszem znajdujące się w pułapce niskich stóp procentowych państwo staje się zbyt zadłużone, nie jest w stanie zaostrzyć polityki pieniężnej bez narażenia się na destabilizację, a uporczywa deflacja prowadzi do erozji wartości aktywów.

Niskie stopy to eksperyment

Jeśli weźmiemy pod uwagę, że historia gospodarcza liczy sobie 5 tys. lat, to zgodzimy się, że dostrzeżenie znaczenia zmiany musi trochę potrwać.
Ujemne stopy procentowe mają zaledwie rok, a prowadzona przez Fed polityka zerowych stóp procentowych nie została przetestowana przez kolejną recesję. Wzrost gospodarczy wciąż jest przytłumiony i nie jesteśmy pewni, kiedy banki centralne w Europie, Wielkiej Brytanii i Japonii wreszcie podniosą stopy procentowe. Trudno zatem uczciwie ocenić te potężne eksperymenty.
Czy podwyżka stóp procentowych, kiedy wreszcie będzie miała miejsce, oznacza, że rekordowe poziomy zadłużenia będą problemem? Czy brak monetarnej „siły rażenia” nie doprowadzi do tego, że banki centralne stracą pole manewru – możliwość dalszego luzowania polityki pieniężnej – w czasie kolejnego kryzysu? Co się stanie, kiedy nadejdą terminy zapadalności dużej fali obligacji o ujemnych rentownościach? Czy wzrost wynagrodzeń w Stanach Zjednoczonych doprowadzi w końcu do pojawienia się presji inflacyjnej?
Szczerze mówiąc, nikt tego nie wie, ponieważ, jak to mówią, najlepszym prognostykiem przyszłości są dane z przeszłości. Tyle tylko, że tym razem nie mamy żadnych wskazówek i map.
0610
nawet-nie-wiesz
glos_27_27
 
2016 (jako rok…)
14516376_671734522973935_217506173747621759_n
 
0110
d25912df-9dec-498e-b025-d7c43b6a1a4e-original
 
1209
grade14-hawks-vs-doves
2808
Śp.Wincenty Foster, prawnik zaprzyjaźniony z rodziną pp.Clintonów, postanowił zrezygnować z pracy dla Nich z uwagi na zagrożenie karne. Wyszedł z domu zabierając ze sobą teczkę z aktami spraw pp.Clintonów by do Nich pojechać. Po drodze „popełnił samobójstwo” .
https://pl.wikipedia.org/wiki/Vince_Foster
Polska Wikipedia nie pisze nic o podartej kartce (brak kawałka z Jego podpisem!) znalezionej w Jego teczce – z której jasno wynika, że liczył się z oskarżeniem o pomoc pp.Clintonom w przestępstwach.
https://en.wikipedia.org/wiki/Suicide_of_Vince_Foster
http://freebeacon.com/…/hillary-clinton-bullied-vince-fost…/

Śp.Scott Robert Makufka piszący pod pseudonimem “Viktor Thorn” (“Cierń Zwycięzca”), napisał trylogię o sprawkach pp.Clintonów. Nigdy nie wytoczyli Mu Oni procesu o napisanie nieprawdy. Planował napisanie nowej książki – a może tylko szantażował pp.Clintonów, że ją wyda? Zanim jednak coś zrobił, „popełnił samobójstwo”
https://theuglytruth.wordpress.com/…/rip-victor-thorn-1962…/
Makufka twierdził, że „ Jeśli kiedykolwiek znajdziecie mnie martwego, to będzie morderstwo. Nigdy nie popełniłbym samobójstwa”. Więcej tu:
http://korwin-mikke.pl/…/nie_zyje_dziennikarz_piszac…/133584
„Political Insider”, portel „rewolwerowy” co prawda, przypomina inne podejrzane przypadki. Zawsze nagła śmierć, przyczyny niewyjaśnione – i powiązania z pp.Clintonami
http://www.thepoliticalinsider.com/another-clinton-associa…/
P.Julian Assange, ukrywający się w ambasadzie Ekwadoru w Londynie, powiedział, że Jego WikiLeaks ujawnią dokumenty o tym, że p.Hilaria Clintonowa finansowała „kalifat” i al-Q’aidę:
http://namzalezy.pl/wedlug-tworcy-wikileaks-hilary-clinton…/
Seryjny samobójca wspinał się w nocy po ścianie tej ambasady – został na szczęście dostrzeżony; niestety: zdołał uciec:
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1329,title,Intruz-chcial-wtargn…
Tym razem bez komentarza.

 
FRANKFURT (Dow Jones)–Bundesfinanzminister Wolfgang Schäuble (CDU) hält die niedrigen Zinsen im Euro-Raum für schädlich. “Auf Dauer sind die Folgen von Niedrigzinsen oder gar negativen Zinsen schädlich – etwa bei der Vorsorge fürs Alter”, sagte der Bundesfinanzminister der Frankfurter Allgemeinen Sonntagszeitung (FAS, Ausgabe vom 28. August). Den Einstieg in den Ausstieg aus der lockeren Geldpolitik erreiche man nur durch Strukturreformen und mehr Investitionen, sagte Schäuble der FAS.
In der FAS-Umfrage unter Politikern und bekannten Ökonomen rechnete keiner der Befragten damit, dass die Phase niedriger Zinsen bald enden werde. Sahra Wagenknecht, die Fraktionsvorsitzende der Linkspartei, glaubt gar, dass diese Phase besonders lange andauern wird: “Bei Fortsetzung der gegenwärtigen Politik ist eine Normalisierung der Zinsen im nächsten Jahrzehnt nicht zu erwarten.” Hans-Werner Sinn, der langjährige Präsident des Ifo-Instituts in München, sagte: “Die niedrigen Zinsen werden uns noch so lange begleiten, wie man die Europäische Zentralbank gewähren lässt.” Zinssenkungen könnten aber immer nur temporäre Vorzieheffekte bei der Nachfrage erzielen, die rasch verpufften und dann wieder neue Zinssenkungen verlangten, so Sinn. “Es ist wie bei einer Droge.”
Der Wirtschaftsweise Peter Bofinger sagte der FAS, er rechne damit, dass die Niedrigzinsphase noch mindestens fünf weitere Jahre anhalte. Der Ökonom Martin Hellwig, Direktor des Max-Planck-Instituts zur Erforschung von Gemeinschaftsgütern sagte: “Die Niedrigzinsphase kann noch sehr lange gehen, in Japan erleben wir dies seit mehr als 20 Jahren.” Mohamed El-Erian, früherer Vorstandschef der Fondsgesellschaft Pimco und ökonomischer Chefberater des Versicherungskonzerns Allianz, warnte: “Wenn sich innerhalb der nächsten drei Jahre an der Zinspolitik nichts ändert, gefährdet dies das Wohlergehen künftiger Generationen.”
Kontakt zum Autor: [email protected]

Już w okresie drugiej wojny światowej Niemcy opracowali dokładny plan podporządkowania sobie terenów położonych za ich wschodnią granicą. Brutalna, masowa eksterminacja Polaków, Ukraińców czy Rosjan nie wchodziła w grę. Trzeba było poszukać „miękkich” rozwiązań, skutecznie wspomagających pomniejszenie niechcianych populacji. Postawiono zatem na promocję aborcji, rozdzielanie rodzin wskutek emigracji ekonomicznej, stłoczenie ludzi w miastach i „cichą sterylizację”. Tak osłabiane, niechciane narody miały się degradować do czasu, gdy pleniący się Niemcy będą mogli zastąpić „słabe” populacje.

 
Politykę Niemiec wobec ludności na okupowanych ziemiach polskich najlepiej opisują dokumenty wytworzone w czasie drugiej wojny światowej przez wysokich niemieckich funkcjonariuszy. Nie do przecenienia jest w tej kwestii memoriał Traktowanie ludności byłych obszarów Polski z punktu widzenia polityki rasowej autorstwa doktora Erharda Wetzela i Günthera Hechta opublikowany na łamach „Zeszytów Oświęcimskich”.

Niemcy zakładali, że Polska – zamieszkana przez Polaków i Żydów – będzie w przyszłości pod dominującym wpływem Niemiec. Przy czym nie było wątpliwości, że są to nacje rodzajowo obcenienadające się do zasymilowania. Stąd też uznano, że niemieckie państwo nie ma żadnego interesu w narodowym i kulturalnym podniesieniu i wychowaniu ani polskiej, ani żydowskiej ludności pozostałego polskiego obszaru.

Zaproponowano dwa schematy działań, bazujące na tym samym założeniu: utrzymaniu Polaków i Żydóww jednakowy sposób na niskim poziomie życiowym i pozbawieniu ich wszelkich praw zarówno pod względem politycznym, jak narodowym i kulturalnym.

Niemców nie interesował standard życia podbijanych nacji – byleby tylko był on na odpowiednio niskim poziomie, a ewentualne choroby nie przenosiły się na teren Rzeszy. Nie znaczy to, że Niemcy nie byli zainteresowani stroną medyczną. Ich plan zakładał szeroki dostęp i promocję wszelkich środków ograniczających rozrodczość.

Spędzenie płodu musi być na pozostałym obszarze Polski niekaralne. Środki służące do spędzania płodu i środki zapobiegawcze mogą być w każdej formie publicznie oferowane, przy czym nie może to pociągać za sobą jakichkolwiek policyjnych konsekwencji. Homoseksualizm należy uznać za niekaralny. Przeciwko instytucjom i osobom, które trudnią się zawodowo spędzaniem płodu, nie powinny być wszczynane policyjne dochodzenia. Rasowo‑higienicznych zarządzeń w żadnym razie nie należy popierać. Podobna polityka miała dotyczyć Żydów.

Niemcy pracowali też nad metodami cichej sterylizacji. Doświadczenia w zakresie wykorzystania do tego celu promieni rentgenowskich prowadzone były w obozach koncentracyjnych. Metoda ta miała być skrycie wykorzystywana na masową skalę, ale wyniki eksperymentów uznano za mało satysfakcjonujące, szczególnie z uwagi na liczne skutki uboczne spowodowane przyjęciem nadmiernych dawek promieniowania. Jak w marcu 1942 roku pisał odpowiedzialny za wszelakie niemieckie programy masowej zagłady Victor Brack, te niedoskonałości eksperymentowanej metody narażały ją na dekonspirację.

Jako, że plany te nie były możliwe do przeprowadzenia w praktyce, Himmler – jak zeznał Rudolf Höss, komendant niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz‑Birkenau w czasie swojego procesu, godził się z tym, że Polacy i Czesi pozostaną w ramach niemieckiej przestrzeni życiowej, zorganizowani w formie zależnych od Rzeszy krajów wasalnych.

Kolejne ciekawe zapiski dotyczące polityki wschodniej Niemiec pochodzą z 2 października 1940 roku i zostały zawarte w tajnej notatce sygnowanej przez Martina Bormanna, przybocznego Führera. Sygnalizował on, iż Adolf Hitler zainteresowany jest pozyskiwaniem dla Rzeszy własności ziemskich. Chodziło o zapewnienie wyżywienia wielkim miastom. Prócz ziemi potrzebna była tania – i co ważne, sezonowa – siła robocza. Oczywiście robotnicy ściągani byliby z Polski, a po zakończeniu zbiorów – odsyłani z powrotem.Bezwarunkowo należy baczyć, aby nie było żadnych polskich panów. Tam, gdzie istnieją, powinni – jakkolwiek może to brzmieć twardo – zostać wytępieni – pisał Bormann. Jak określił, Generalna Gubernia jest polskim rezerwatem, wielkim polskim obozem pracy. Polacy mają z tego korzyść, ponieważ utrzymujemy ich w zdrowiu, dbamy o to, ażeby nie wyginęli z głodu itd. Nigdy jednak nie wolno nam podnieść ich na wyższy poziom, gdyż wówczas staliby się anarchistami i komunistami – ostrzegał.

Wizja Polaka – jako najemnego, słabo opłacanego robotnika – znakomicie łączyła się z polityką osłabiania polskiej populacji. Jej tezy w piśmie z 12 grudnia 1941 roku do Centrali Przesiedleńczej w Łodzi wyłożył Ernst Damzog, rezydujący w Poznaniu inspektor niemieckiej policji bezpieczeństwa, który zasłynął z masowych wysiedleń Polaków z Wielkopolski do Generalnego Gubernatorstwa. Damzog wskazywał, iż celem polityki państwa jest niszczenie odrębności życiowej obcych narodowości za pomocą odpowiednich środków stosownych do panującego ducha czasów. Rozwiązania były zasadniczo dwa: asymilacja lub eliminacja. Ludy pierwotne stosowały najczęściej tę ostatnią metodę. Jest to wprawdzie metoda twarda i brutalna, jednakże w ostatecznej konsekwencji prowadzi do naturalnego wyniku, polegającego na tym, że biologicznie silniejszy wchodzi w posiadanie większej przestrzeni życiowej – pisał Ernst Damzog.

Wróćmy jednak do bardziej „cywilizowanych” metod. To na przykład planowe wysyłanie na roboty do Rzeszy w pierwszej kolejności żonatych Polaków i zamężnych Polek. Przez to bowiem rozrywa się rodziny, co spowoduje, przy dłuższym tam zatrudnieniu, wydatne zmniejszenie liczby urodzeń. Kolejną metodą byłasterylizacja polskich warstw prymitywnych. Choć jak wskazano, postulatu tego oraz jego rezultatów nie można w żadnym wypadku porównywać ze skutkami metod eugeniki. Jak bowiem zauważono, ucisk gospodarczy, stosowany wobec prymitywnych warstw, nie przeszkodzi im w produkowaniu licznego potomstwa. Można więc położyć temu kres jedynie przez środki wypleniające. Ponieważ zaś warstwa ta najczęściej nie przedstawia w procesie pracy zbyt wielkiej wartości, można by, również z gospodarczego punktu widzenia patrząc, przyjąć odpowiedzialność za tę metodę. Oczywiście należałoby, stosując ją, zrobić szeroki użytek z pojęcia „chory dziedzicznie” względnie „społecznie niepotrzebny”. Rozchodzi się tutaj nie o negatywną metodę eugeniczną, lecz po prostu o sposób wyplenienia narodu.

Zakładano, że warstwy wyższe, społecznie wartościowe można znacznie osłabić już w przeciągu kilku pokoleń, gdyż na skutek zarządzeń godzących w rodzinę i jej sytuację gospodarczą, warstwy te zawierałyby małżeństwa dopiero bardzo późno, a i potem zmuszone by były świadomie ograniczyć liczbę potomstwa.

Osobą odpowiedzialną za realizację zagadnień rasowych i narodowościowo-biologicznych miał być lekarz urzędowy. Jak podkreślano, walka narodowościowa nie jest politycznym, lecz biologicznym zmaganiem, z którego zawsze wychodzi zwycięsko naród biologicznie silniejszy i życiowo dzielniejszy. Walka narodowościowa oznacza w swojej ostatecznej konsekwencji alternatywę: ty albo ja, a tym razem chcemy być tymi, którzy walkę poprowadzili lepiej.

Niemcy oczywiście nie skupiali się tylko na sprawie polskiej, bo plan wschodni był znacznie szerszy. Pisał o nim doktor Wetzel w piśmie z 27 kwietnia 1942 roku. Polacy postrzegani byli jednak jako najbardziej wrogo usposobieni w stosunku do Niemców, liczebnie najsilniejsi, a wskutek tego najniebezpieczniejsi ze wszystkich obcoplemieńców, których wysiedlenie plan przewiduje – diagnozował Wetzel. Jego zdaniem, Polacy są też narodem, który najbardziej skłania się do konspiracji. Niemniej Wetzel odżegnywał się od rozwiązania kwestii polskiej w sposób ostateczny, czyli poprzez masową eliminację. Tego rodzaju rozwiązanie kwestii polskiej obciążyłoby naród niemiecki na daleką przyszłość i odebrałoby nam wszędzie sympatię, zwłaszcza, że inne sąsiednie narody musiałyby się liczyć z możliwością, iż w odpowiednim czasie potraktowane zostaną podobnie. Moim zdaniem, musi zostać znaleziony taki sposób rozwiązania kwestii polskiej, ażeby wyżej wskazane polityczne niebezpieczeństwa zostały sprowadzone do możliwie najmniejszych rozmiarów – postulował.

Wetzel pisał też o rozwiązaniu problemu Rosjan i Ukraińców poprzez stosowanie metod zmniejszających i osłabiających populację oraz sprowadzenie liczby urodzin do poziomu leżącego poniżej liczby niemieckiej. Niemcy chcieli utrzymywać w lepszej kondycji społeczeństwo ukraińskie, które miało być przeciwwagą dla Rosjan. Tu Wetzel postulował jednak ostrożność, aby nie doprowadzić do sytuacji, w której to Ukraińcy zajmą miejsce Rosjan. Chodziło o „znośny” poziom rozmnażania. Aby ten cel osiągnąć, Wetzel postulował zaniechanie na terenach wschodnich wszelkich zachęt (stosowanych w Rzeszy) mających na celu zwiększenie liczby narodzin.

 

Zniechęcać też miały koszty, jakie powoduje posiadanie dzieci. Rozwijane miały być bowiem postawy konsumpcyjne, w myśl: ile więcej mogę mieć dla siebie, nie mając dzieci. Kobiety od ciąż miała odstraszać propaganda groźnych dla zdrowia porodów, która przy okazji napędzałaby zapotrzebowanie na środki zapobiegawcze. Przemysł produkujący tego rodzaju środki musi zostać specjalnie stworzony. Nie może być karalne zachwalanie i rozpowszechnianie środków zapobiegawczych ani też spędzenie płodu. Należy też w pełni popierać powstawanie zakładów dla spędzania płodu.

Postulowano też kształcenie akuszerek i felczerek specjalizujących się w przeprowadzaniu sztucznych poronień. Ich wysoka fachowość miała wzbudzać zaufanie. Rozumie się samo przez się, że i lekarz musi być upoważniony do robienia tych zabiegów, przy czym nie może tu wchodzić w rachubę uchybienie zawodowej lekarskiej godności – wskazywano. Stawiano też na propagowanie dobrowolnej sterylizacji, niezapobieganie śmiertelności niemowląt – ba, wręcz postulowano, aby nie edukować matek w zakresie pielęgnacji niemowląt.

Niemcy chcieli utrzymywać taką politykę do czasu, w którym oni sami byliby w stanie zasiedlić tereny wschodnie. Całkowite biologiczne wyniszczenie Rosjan nie może tak długo leżeć w naszym interesie, jak długo nie jesteśmy sami w stanie zapełnić tego terenu naszymi ludźmi. W przeciwnym bowiem razie inne narody objęłyby ten obszar, co również nie leżałoby w naszym interesie. Naszym celem przy wprowadzeniu tych środków jest tylko to, ażeby Rosjan o tyle osłabić, ażeby nie mogli nas przytłaczać masą swoich ludzi.

Niemcy dążyli bowiem do niezagrożonego przewodnictwa na kontynencie europejskim.

Marcin Austyn

Wykorzystane archiwalne fragmenty dokumentów pochodzą z opracowania zawartego w „Zeszytach Oświęcimskich” nr 2 (1958), s. 43–50, publikowanych przez Wydawnictwo Państwowego Muzeum w Oświęcimiu.

1708
346f43fd91cddb2017ba0ac6c42c3ed6
1308
23148594-f555-4941-98dd-f36fd7ecaba5-original SNB 13F_0
191e9fc
 
1008
Capture
 
06082016
 
0552eda8-70d1-4164-803b-2692e5758d93-original
 
03082016
 
Anton Kreil: You worked your ass off for someone else for 13 years and you rewarded yourself by buying a depreciating liability thus guaranteeing yourself another X number of years slavery. Not “Very inspiring indeed.” The fact that your post at this stage 34,000+ likes for doing that and comments like “you’re an inspiration” tells you a lot about how dumb most people are. Also for anyone reading this. Ask the obvious question please. Did he buy it for cash with his pocket change or did he buy it on finance? Puuurrrlease. Nothing inspirational about this what-so-ever! #TRUTH #DELIVERED
44f58a9b-18f2-41f5-99ff-7bc41ca8b4c4-original Bild
27072016
Rośnie pokolenie pierdół – konsumpcyjnych zombie.
„Żyją w tyranii optymizmu, przekonane, że mogą wszystko, że mają równe szanse, że wystarczy chcieć, by mieć. A nie potrafią poradzić sobie nawet z komarem, a co dopiero z krytyką czy wzięciem odpowiedzialności za innych”, czytamy we wstępie do znakomitego artykułu poświęconemu pokoleniu wychowanemu w kulcie konsumpcjonizmu, niezdolnemu do okazywania uczuć, stawiającemu świat wirtualny ponad realne doznania.
Tak wyglądają w większości obrońcy Europy przed inwazją przybyszów z innych kontynentów…

Ceny paliw w Polsce. Przez tę ustawę LPG może zdrożeć do 3 zł

Zygmunt Sobieralski od 25 lat prowadzi firmę, która zajmuje się sprzedażą gazu. Jeśli znowelizowane przepisy prawa energetycznego wejdą w życie, będzie musiał zamknąć interes. Powód? Nowe obostrzenia nakładają na przedsiębiorców z branży LPG obowiązek wyłożenia 20 mln zł zabezpieczenia na poczet niezapłaconych podatków. – Nie mam takich pieniędzy. Może gdybym działał nieuczciwie, miałbym, ale prowadzę legalną firmę. Teraz mam być za to ukarany? – pyta dystrybutor gazu. Takich firm działa w Polsce około 200, 90 proc. z nich może zostać zmiecionych z rynku nowymi regulacjami.

 

Prawo i Sprawiedliwość liczy na to, że uda się im osiągnąć to, do czego poprzednicy nawet nie mogli się zbliżyć. Nowelizacją ustawy Prawo energetyczne chce ograniczyć do minimum szarą strefę w obrocie paliwami. Tymczasem niektóre jej zapisy mogą doprowadzić do zamknięcia 90 proc. firm działających w branży LPG. Mimo sporych kontrowersji i protestów ustawa sprawnie została przegłosowana w Sejmie 19 lipca i trafiła już do izby wyższej. Jeśli w Senacie politycy niczego nie zmienią, handlujący LPG – bez względu na obroty – będą musieli wpłacić dwa razy po 10 mln zł zabezpieczenia na poczet przyszłych, potencjalnie niezapłaconych podatków.
Dotyczyć to będzie każdej koncesji związanej z obrotem paliwami. W branży LPG najczęściej będzie to oznaczało obowiązek wyłożenia 20 mln zł. – Przepisy ustawy przewidują konieczność posiadania odrębnych koncesji na obrót paliwami ciekłymi z zagranicą oraz na wytwarzanie-produkcję paliw ciekłych, które ustawa definiuje również jako ich mieszanie. Podmioty, które posiadają obecnie obie takie koncesje, będą musiały złożyć zabezpieczenie majątkowe do obydwu tych koncesji – wyjaśnia Konrad Młynkiewicz, dyrektor Działu Prawa Administracyjnego w kancelarii Sadkowski i Wspólnicy. Prowadzenie działalności bez tej wpłaty grozić będzie słoną grzywną – do 5 mln zł bądź karą pozbawienia wolności do lat 5.
20072016
13769514_10154395056729216_8990527412379964951_n
 
29062016
13495077_1004769609642415_7945454737286187460_n
28062016
13537678_10154399001029309_2547097677002552589_n
infografik-mindestlohn-kommission-besetzung
https://www.der-mindestlohn-wirkt.de/SharedDocs/Bilder/ml/Infografiken/infografik-mindestlohn-kommission-besetzung.html
 
21062016
Capture
“Brexit would make some people very rich – but most voters considerably poorer,” Soros said.
 
“Oddać Polakom śląski przemysł to jak dać małpie zegarek”
Konsekwencją nie tracenia pieniędzy na rynku jest ich zarabianie.
24815e09-1373-49f7-b012-a4e180bcdc3d-original
14.06.2015
divergance
 
datascientistmap
 
13.06.2016
http://uk.reuters.com/article/us-britain-eu-germany-idUKKCN0YY0K0
 
 
Polska może nigdy nie dołączyć do grona państw zamożnych. Rozwój naszej gospodarki może bowiem zahamować demografia – ostrzegają ekonomiści banku HSBC.
Teoretycznie, próg zamożności – PKB na mieszkańca na poziomie 15 tys. USD – Polska powinna przekroczyć za mniej więcej dwie dekady. Zanim to jednak nastąpi, polskie społeczeństwo się zestarzeje. A to może sprawić, że optymistyczne prognozy wzrostu się nie sprawdzą.
– Kraje rozwijające się mają co do zasady lepsze perspektywy demograficzne, niż kraje Zachodu. Ale Z jednej strony są państwa, jak Filipiny, Nigeria czy Malezja, które będą uzyskiwały tzw. dywidendę demograficzną z tytułu rosnących szybko populacji. Z drugiej są takie kraje, jak Chiny, Korea Płd., Rosja i Polska, gdzie trendy demograficzne będą hamowały rozwój – napisał w opublikowanym w środę raporcie James Pomeroy, ekonomista z banku HSBC.
Pomeroy przyjął, że stare społeczeństwo to takie, w którym mediana wieku przekracza 40 lat. Tymczasem w Polsce, jak wynika z danych GUS, statystyczny Polak już w ub.r. był w takim wieku. W 2020 r. ta mediana będzie wynosiła 42 lata, a dekadę później 46 lat.
Jak zauważył Pomeroy, starzejące się społeczeństwo sprawia, że zasoby kraju w coraz większym stopniu muszą być przeznaczane na emerytury i opiekę zdrowotną. Zamożne państwa mogą sobie na to pozwolić, ale w krajach rozwijających się oznacza to mniej funduszy na niezbędne inwestycje i w efekcie wolniejszy wzrost PKB.
W taką „pułapkę demograficzną” wpaść może wiele państw naszego regionu, m.in. Czechy, Węgry i Słowacja.
– To jednak nie oznacza, że w tych krajach wschodzących, które mają niekorzystną sytuację demograficzną, wzrost gospodarczy musi koniecznie wyhamować – uspokaja ekonomista HSBC. Jak wskazuje, stosunkowo niski poziom długu publicznego daje przestrzeń na reformy fiskalne i emerytalne.

 

Mamy listę antypolskich europosłów!

Kwi 14, 2016, 9:22 rano

 
Mamy listę polskich europosłów (głównie z PO), którzy głosowali za uderzającą w nasz kraj rezolucją Parlamentu Europejskiego.
 
W związku z głosowaniem w Strasbourgu odnośnie rezolucji w sprawie Polski, europosłowie Janusz Korwin-Mikke oraz Michał Marusik z KNP dostrzegają, że Parlament Europejski nadużywa swojej władzy.­­ Michał Marusik, europoseł eurosceptycznej frakcji Europy Narodów i Wolności, podczas posiedzenia plenarnego w Strasbourgu wypowiedział się o rezolucji w sprawie Polski.
— Głosowaliśmy tutaj przed chwilą rezolucję w sprawie oceny sytuacji w Polsce, oceny praworządności w Polsce. Osobliwością tego głosowania jest fakt, że rezolucja ta nic nie mówi, nie wnosi na temat stanu praworządności w Polsce, natomiast bardzo wiele mówi o stanie praworządności w Parlamencie Europejskim i w Unii Europejskiej. Otóż traktat o Unii Europejskiej nie przyznaje instytucjom unijnym praw do kontrolowania i rozstrzygania takich elementów praworządności. I są to wewnętrzne sprawy i wewnętrzne kompetencje państw członkowskich, wobec czego Unia Europejska tym samym pokazuje, że nie troszczy się o praworządność, skoro nie respektuje prawa, jakie sobie sama ustanowiła. Nas to troszkę ośmiesza jako instytucję i kompromituje. Ja oczywiście jestem polskim patriotą i staram się bronić polskiego interesu, ale w tej chwili bronię po prostu zasad. (…) Wobec czego głosowałem przeciwko tej rezolucji i nie z racji jej treści, ale z racji samego faktu, że była ewidentnym złamaniem prawa przez Parlament Europejski i ewidentnym nadużyciem w stosunku do zasady praworządności.
– Głosowałem przeciwko tej rezolucji, ale nie dlatego, że popieram PiS, tylko dlatego, że nie lubię, gdy Parlament Europejski, o którym mam złe zdanie, wtrąca się w sprawy Polski. Rezolucją nie ma się co przejmować. Rezolucje Parlamentu Europejskiego nikogo (poza Polską) nie interesują. Węgry są trzy razy mniejsze i też sobie nic z takich rezolucji – a było ich ze trzy – nie robią – skomentował europoseł Janusz Korwin-Mikke.
– Skandalem jest wynoszenie partyjniackich sporów na arenę międzynarodową, ponieważ osłabia to Polskę i stawia nas w pozycji wasala względem Unii Europejskiej i innych państw – skomentował poseł Paweł Kukiz.
A o to lista polskich europosłów, którzy opowiedzieli się za uderzającą w Polskę rezolucją PE:
1. Michał Boni
2. Jerzy Buzek
3. Andrzej Grzyb
4. Krzysztof Hetman
5. Danuta Jazłowiecka
6. Jarosław Kalinowski
7. Agnieszka Kozłowska-Rajewicz
8. Barbara Kudrycka
9. Janusz Lewandowski
10. Elżbieta Łukacijewska
11. Jan Olbrycht
12. Dariusz Rosati
13. Czesław Siekierski
14. Adam Szejnfeld
15. Róża Thun
16. Bogdan Zdrojewski
17. Jarosław Wałęsa
18. Tadeusz Zwiefka
19. Bogusław Liberadzki
20. Janusz Zemke
21. Danuta Hubner
22. Julia Pitera
23. Krystyna Łybacka
24. Bogdan Wenta
25. Adam Gierek
26. Marek Plura
27. Lidia Geringer de Oedenberg

 
Capture
gg
20.03.2016
 
Przynajmniej trzy duże polskie banki są zagrożone upadłością. O kłopotach dwóch z nich już jest głośno na warszawskich salonach, ale sprawa ich ujawnienia jest przeciągana do końca jesieni. Po pierwsze, aby właściciele zdążyli ukryć majątek, a po drugie, by wina za pojawienie się kłopotów spadła na nowego szefa Komisji Nadzoru Finansowego. Trzeci bank stanie się niewypłacalny, jeżeli Sejm uchwali ustawę redukującą długi osób mających kredyty we frankach szwajcarskich. Ta ustawa – jeżeli powstanie – pozwoli również „zwalić” winę na rząd za wszystkie bankructwa w systemie.
„W 2016 r. upadnie kilka małych banków – co pozostanie bez wpływu na polski system finansowy – ale ich upadki nie będą efektem wprowadzenia podatku bankowego, a niewłaściwego zarządzania i nadzoru” – powiedział na początku marca wiceminister finansów Konrad Raczkowski i za swoją szczerość zapłacił stanowiskiem. „Nie ma żadnego ryzyka związanego z upadłością banków w Polsce” – uspokajał w Sejmie wiceminister finansów Leszek Skiba. Zapewnił, że nadzór nad sektorem działa dobrze, żaden bank nie ma postępowania naprawczego (te są tylko w SKOK-ach) i w ogóle jest super. Nie jest. Nie ma powodów do paniki, ale zaklinanie rzeczywistości i niedostrzeganie problemów może okazać się kosztowne.
Komisja Nadzoru Finansowego, Minister Finansów, Związek Banków Polskich – wszyscy oni prześcigają się w zapewnianiu nas, że polski system bankowy jest całkowicie stabilny i nic, ale to absolutnie nic mu nie zagraża. Przeciwne komunikaty pojawiają się tylko przy okazji działań polityków, gdy ci zamierzają trochę przykręcić śrubę dla instytucji, które zarabiały na frankowiczach. Nic dziwnego. Jakakolwiek przeciwna informacja np. ukazująca nie najlepszą sytuację finansową któregokolwiek z banków natychmiast wywołałaby panikę, szturm klientów na oddziały i w konsekwencji upadłość tego banku. Dlatego też dopóki istnieje choćby minimalna szansa, że dany bank może jakimś cudem się z kłopotów wydostać, to do ostatniej chwili będziemy zapewniani, że wszystko jest w najlepszym porządku, a nasze pieniądze są bezpieczne. Owszem są, ale tylko do kwoty 100 tys. euro (ok. 430 tys. zł) gwarantowanej przez państwo.
Przynajmniej trzy duże banki mają obecnie poważne kłopoty – wynika z informacji Gazety Finansowej. Dwa z nich ratuje wyłącznie kreatywna księgowość. KNF w pełni zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństwa i trzeba przyznać, że sporo robi. Ale głównie to, by odsunąć konieczność ogłoszenia przykrych wiadomości na koniec bieżącego roku. Dlaczego ten termin jest tak ważny? – Kończy się kadencja Jakubiaka i będzie już wtedy nowy szef KNF. Programy naprawcze, wymuszone przejęcia, nacjonalizacje czy upadłości nie będą więc naszą winą, ale „dobrej zmiany” – uśmiecha się nasz informator z politycznego otoczenia obecnego przewodniczącego KNF. Łatwo zrozumieć intencje Andrzeja Jakubiaka. To były podwładny Hanny Gronkiewicz-Waltz, który  – jak twierdzą nasi informatorzy – po zakończeniu kadencji ma zamiar powrócić na fotel wiceprezydenta Warszawy. Ogłoszenie dziś, że za rządów tej komisji dwa banki „wymsknęły” się nadzorowi, nie wpłynęłoby dobrze tak na prywatne kariery, jak i notowania PO, z którą kojarzone są obecne
władze KNF.
Właściciele (celowo nie precyzujemy czy chodzi o osoby fizyczne czy instytucje) zagrożonych banków dodatkowych kilka miesięcy spokoju chcą wykorzystać, aby ukryć jak największą część majątku przed wierzycielami. Nieco lepsza jest sytuacja trzeciego z zagrożonych banków. Ten ma jeszcze szansę ocaleć. W tej chwili jeszcze bezpośredniego zagrożenia dla płynności finansowej nie ma, choć jest na granicy. Jednak wewnętrzne analizy jednoznacznie pokazują, że wejście w życie w tym roku ustawy o pomocy frankowiczom skończy się gwałtownym upadkiem. – Nie mamy żadnych szans tego przetrwać. Mamy jeden z największych portfeli frankowiczów w Polsce, a zeszły rok był dla nas nie najlepszy. Dobrze, że bonusy zdążyli nam wypłacić [roczne premie w wysokości od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy złotych – red.]. – mówi nasz informator z kierownictwa banku. Bank, o którym mowa ma jeszcze jasne zabezpieczenie – jego właścicielem jest duża zagraniczna instytucja finansowa. Szefowie liczą na pomoc, ale po cichu przyznają, że właściciel nie ma interesu politycznego i ekonomicznego w takiej pomocy. W prywatnych rozmowach zgodnie mówią, że perspektywa dokapitalizowania jest raczej mało realną perspektywą. Bardziej prawdopodobna jest już „nacjonalizacja” banku przez ratujący go rząd.
Dlaczego wspominamy tylko o jednym banku, podczas gdy opublikowany dopiero co komunikat KNF mówi aż o sześciu? Rozbieżność? Niekoniecznie. Analitycy Komisji nieoficjalnie przyznają, że choć większa ilość banków może mieć kłopoty po wejściu w życie ustawy, ale tak naprawdę tylko jeden będzie nie do uratowania – jest zbyt duży i ma zbyt duży portfel frankowiczów, żeby możliwe było jego przejęcie przez któryś z innych polskich banków.
 
08.03.2016
Analiza Sebastiana Seligii:
12819315_10153575073629353_707637826232392487_o
9356e525-783b-47c7-b22f-c5458d322c3d-originalb1ea3101-fea3-4425-9b1f-fdf9b61cb634-original
Marek Zuber:
STABILNY SYSTEM BANKOWY
Kilka dni temu jeden z wiceministrów finansów powiedział w wywiadzie, że czeka nas, w Polsce, kilka upadłości banków. Wypowiedź dość niefrasobliwa, biorąc pod uwagę sytuację sektora bankowego, a także, a właściwie przede wszystkim, charakter działalności bankowej.
Banki są specyficznymi instytucjami. Są bowiem instytucjami zaufania publicznego. Mówiąc innymi słowy i trochę upraszczając, jeśli wpłacamy pieniądze do banku, to mamy mieć pewność, że je będziemy w stanie z powrotem odzyskać. Na tej pewności zasadza się sens prowadzenia banku.
Bank od jednych bierze środki po to, żeby innym te środki pożyczać. Jasnym jest zatem, że gotówki w swoim skarbcu nie trzyma. Ta gotówka musi pracować, czyli iść w świat w formie pożyczek i kredytów. Klienci płacą za pożyczanie pieniądza i dzięki temu bank może wypłacić odsetki tym, którzy mu je powierzają. Różnica w wysokości odsetek, te od kredytów i pożyczek muszą być wyższe, jest kierowana na pokrycie kosztów działalności banku, a to co zostaje daje zysk. Oczywiście do tego dochodzą jeszcze rożnego rodzaju opłaty.
W całej tej układance najważniejszą rzeczą jest zaufanie powierzających środki bankowi do tegoż banku. Jeśli tego zaufania nie ma, nie powierzymy środków, to jasne. Ale jeśli środki powierzymy, a po pewnym czasie zaczną się pojawiać okoliczności, które zmniejszą nasze zaufanie, będziemy je chcieli wypłacić. Tak na wszelki wypadek. Problem w tym, że nasze pieniądze pracują, właśnie w postaci pożyczek i kredytów. Skąd zatem bank ma wziąć gotówkę dla nas? W praktyce może je pożyczyć od innego banku na tzw. rynku pieniężnym. To najważniejszy rynek finansowy z punktu widzenia banków. Jeśli jednak zmniejszone zaufanie dotyczy całego sektora bankowego, zaczyna się robić poważny problem. Wtedy musi wkraczać bank centralny lub państwo. Tego typu operacje obserwujemy od 2008 roku, czyli od wybuchu największego kryzysu, jaki znamy. Ale taka reakcja prowadzi także do negatywnych konsekwencji. Jak choćby ryzyko wyraźnego wzrostu inflacji. Albo wiąże się ze zwiększeniem długu publicznego. Nic za darmo.
Szalenie ważne jest zatem to, aby nie podcinać zaufania do systemu bankowego. Wypowiedź wiceministra finansów z pewnością w te stronę nie idzie. No chyba, że wie on coś, czego my nie wiemy…..
Komisja Nadzoru Finansowego mówi wprost, że polski system bankowy jest stabilny. To ona głównie, choć nie tylko, pilnuje, żeby nic złego się nie działo. Patrząc na wyniki zdecydowanej większości banków, analizując ich bilanse, rachunki zysków i strat i przepływy, trudno o inny wniosek. Oczywiście nie oznacza to, że czasem nie dojdzie do jakichś złych wydarzeń. W ciągu ostatnich dwóch lat mieliśmy do czynienia z kilkoma upadłościami banków. Takiej sytuacji nie było od prawie dwudziestu lat. Nie zmienia to jednak faktu, że te upadłości nie zatrzęsły systemem. I, po części, wynikały one ze zmian przepisów prawnych. A dokładnie z tego, że wcześniej cześć systemu finansowego, nie tyle część banków, co parabanków, nie była objęta nadzorem. Można zatem powiedzieć, że mamy obecnie do czynienia z czyszczeniem. Z porządkowaniem zaszłości. Jednak proces ten nie ma decydującego wpływu na stabilności całego systemu.
Prawdą jest jednak, że obecny czas dla banków jest gorszy. Spadło bowiem na nie kilka obciążeń naraz. W związku ze wspomnianą upadłością kilku mniejszych podmiotów inne musiały wpłacić środki do Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. Poza tym został nałożony podatek bankowy. No i wciąż mamy nierozwiązaną kwestię kredytów frankowych. Do tego trzeba jeszcze dodać naciski Komisji Nadzoru Finansowego na zwiększenie tzw. wskaźników adekwatności kapitałowej. Czyli KNF chce, aby banki miały więcej kapitałów w stosunku do wartości udzielonych pożyczek i kredytów. Jednak wszystko to nie oznacza, że oto przed nami jawi się jakieś istotne ryzyko upadłości któregoś z dużych banków. Zresztą jeśli na prawdę coś takiego miałby się stać, to, moim zdaniem, będzie dokładnie tak, jak swego czasu było w Stanach Zjednoczonych. Państwo na to nie pozwoli z uwagi na konsekwencje takiego wydarzenia dla całej gospodarki. Trudno mi, w każdym razie, zakładać inny scenariusz. Także w kontekście, na przykład, tworzenia ustawy o pomocy dla Frankowiczów.
Z drugiej strony „strzeżonego Pan Bóg strzeże”. Na wszelki wypadek pamiętajmy o tym, że Bankowy Fundusz Gwarancyjny gwarantuje nasze wkłady do wysokości 100 tys euro. Jesi ktoś ma zatem więcej gotówki, czego wszystkim życzę, niech podzieli środki i wpłaci je do różnych instytucji.
ashraf
12688218_945100972244702_5100352956456590996_n
 
1456587549_8968jl_600
 
 
04.01.2015
Eurodeputowany Hans-Olaf Henkel: „Polacy nie potrzebują dobrych rad Niemców. Urządzając nagonkę na PiS niemieccy chadecy wspierają PO, swojego politycznego sojusznika”.
 
Rok 2016 to będzie prosty rok dla budżetowania, dopiero 2017 to będzie dużo trudniejszy rok.