Niedyskretny profil

1 stycznia Facebook po raz kolejny zmieni swój regulamin[Aktualizacja: Facebook przesunął datę z 1 na 30 stycznia]. Przy tej okazji na profilach wielu użytkowników zaczęły pojawiać się oświadczenia dotyczące praw autorskich do wrzucanych zdjęć, filmików i danych. Każda zmiana zasad rządzących największym serwisem społecznościowym wywołuje podobną reakcję, będącą wyrazem myślenia magicznego: nawet, jeśli wiem, że to działanie pozorne, nie zaszkodzi podać dalej… Popularność łańcuszka dowodzi niestety, że wielu użytkowników nie zna regulaminu, na który zgodziło się w chwili zakładania konta na portalu. Z drugiej strony pokazuje, że coraz więcej osób chciałoby odzyskać kontrolę nad informacjami, które umieściło w chmurze. W jaki sposób z biernego przedmiotu internetowych transakcji możemy stać się aktywnym podmiotem?
 
Tu rządzi regulamin
Pierwszym krokiem do odzyskania kontroli jest zrozumienie zasad, na których działają portale społecznościowe. Czy istnieją przepisy prawa, które chronią nas bez względu na niekorzystne postanowienia regulaminu? Czy w przypadku sporu o utwory lub dane możemy odwołać się do „wyższej instancji”?Głównym bohaterem oświadczeń dotyczących praw autorskich do wrzucanych zdjęć, filmików i danych, które kolejny raz zrobiły karierę na Facebooku, była konwencja berneńska o ochronie dzieł literackich i artystycznych. Publikujący oświadczenia przyjęli, że ten instrument ma większą moc niż regulamin portalu i może skutecznie zablokować niekorzystne dla nich zmiany. Niestety, jest zupełnie odwrotnie. Akceptując regulamin (a robimy to poprzez sam fakt korzystania z portalu), bynajmniej nie zrzekamy się praw autorskich, ale udzielamy Facebookowi nieodpłatnej licencji na wykorzystywanie wszystkich publikowanych utworów (np. w reklamach społecznościowych). Podobnie jest z prowadzaniem badań i eksperymentów. Akceptując regulamin, zgadzamy się m.in. na analizowanie naszych zachowań (np. w jaki sposób dokonujemy autocenzury umieszczanych treści) i reakcji. Głośnym i dość kontrowersyjnym przykładem wykorzystania tej możliwości było niejawne badanie reakcji użytkowników Facebooka na zwiększoną liczbę wyświetlanych im postów o konkretnym zabarwieniu emocjonalnym.

Bez względu na to, czy będzie to Facebook czy Google+ w świecie serwisów i aplikacji społecznościowych tracimy kontrolę nad informacją – i tą, którą otrzymujemy, i tą, którą sami wysyłamy.

Bez względu na to, czy będzie to Facebook, Google+ lub „the next big thing”, w świecie serwisów i aplikacji społecznościowych tracimy kontrolę nad informacją – i tą, którą otrzymujemy, i tą, którą sami wysyłamy. W długich, zawiłych regulaminach i tzw. politykach prywatności ukryte są często postanowienia, od których prawnikom przechodzą ciarki po plecach. Mało który użytkownik ma jednak cierpliwość i wiedzę wystarczającą, by te dokumenty ze zrozumieniem przeanalizować. Co gorsza, nawet jeśli wiemy „co siedzi” w regulaminie, często z różnych względów decydujemy się na korzystanie z serwisu. Dostawcy najpopularniejszych usług internetowych doskonale znają ten mechanizm – dlatego regulaminy i polityki prywatności rzadko zmieniają się na lepsze.
Czy możemy coś z tym zrobić? Odpowiedź nie jest prosta. Prawo europejskie przewiduje różne mechanizmy chroniące użytkowników-konsumentów przed niekorzystnymi dla nich regulaminami i postanowieniami umów. Istnieje „czarna lista” abuzywnych postanowień, które nie powinny znaleźć się w żadnej umowie z konsumentem (a jeśli się znajdą – są uważane za niewiążące). Są organy takie jak Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych, do których możemy poskarżyć się na umowę, jeśli ta np. wymusza naszą zgodę na przetwarzanie danych w szerszym zakresie niż to konieczne do świadczenia usługi. Kłopot w tym, że nie wszystkie firmy świadczące usługi internetowe podlegają europejskiej jurysdykcji, a nawet jeśli podlegają, na swoje siedziby wybierają kraje znane z – eufemistycznie rzecz ujmując – łagodnego podejścia do standardów ochrony danych lub praw konsumenta (Facebook ma swoją oficjalną siedzibę w Irlandii). Dopóki nie zmienią się zasady egzekwowania europejskiego prawa chroniącego dane osobowe, jedyna droga dla użytkowników, którzy nie zgadzają się na abuzywne regulaminy, prowadzi przez sąd. Jak pokazuje głośna sprawa Europe vs Facebook, nie jest to droga prosta ani szybka.
 

 
Skąd się biorą informacje?
Zawiłe i niekorzystne regulaminy to tylko jeden z problemów, których musimy być świadomi. Kolejny poziom to faktyczne możliwości kontrolowania użytkowników, jakie firmom internetowym daje dostępna dziś technologia. Portale społecznościowe potrafią nas śledzić jeszcze zanim założymy własne konto. Robi tak na przykład Facebook, który w oparciu o informacje, jakie na nasz temat udostępniają inne osoby (mające już konta w tym serwisie) buduje tzw. profile-cienie. Zupełnie poza naszą kontrolą, nie wspominając już o prośbie o zgodę czy prawie do skorygowania lub usunięcia gromadzonych danych. Paradoksalnie, jedynym sposobem, aby „odzyskać” swój profil, jest założenie konta. Od tego momentu sami decydujemy o publikowanych treściach – o tym, kto zobaczy, gdzie mieszkamy lub obecnie przebywamy, komu pozwolimy na komentowanie naszych statusów, kto pozna nasze „lajki”. Niewiele się jednak zmienia w naszej relacji z samym Facebookiem – bez względu na wybrane reguły i ustawienia prywatności, portal nadal ma dostęp do wszystkiego. I może te dane wykorzystać do własnych celów – np. marketingowych.
 
Wiedza o nas, którą posiadają serwisy społecznościowe, wynika ze znacznie głębszej ingerencji w prywatność, niż tylko analizowanie czynności, które świadomie podejmujemy. Dla Facebooka cenną wiedzą jest choćby to, skąd, jak długo i z jakiego urządzenia łączymy się z portalem oraz jakie ruchy myszką w tym czasie wykonujemy. W ciągu ostatniego roku zaczął on nawet poddawać analizie to, w jaki sposób trzymamy telefony komórkowe z zainstalowaną aplikacją oraz treść nigdy nieopublikowanych statusów.
 
Ale to nie wszystko. Kolejną kopalnię wiedzy dla takich portali jak Facebook i Google+ otwiera ich głęboka integracja z innymi stronami internetowymi. Nawet wtedy, gdy jesteśmy wylogowani z portalu, ale odwiedzamy strony z przyciskami „Lubię to”, zintegrowanymi komentarzami czy systemami logowania, jesteśmy śledzeni przy pomocy ciasteczek i innych mechanizmów (np. identyfikujących nas ustawień przeglądarki). Im więcej takich stron odwiedzamy, tym więcej informacji o naszych zainteresowaniach i nawykach przekazujemy portalom społecznościowym. Jeśli dodatkowo korzystamy z aplikacji mobilnej, udostępniamy kolejne źródło danych – szczególnie o naszej lokalizacji i sieci kontaktów (wystarczy przeskanowanie książki telefonicznej).
 
Wiedza-władza
Jeśli z publicznie dostępnych informacji na temat tego, jakie strony polubiliśmy, daje się dość precyzyjnie określić nasze preferencje seksualne, poglądy polityczne, a nawet to, czy nasi rodzice się rozwiedli (por.badanie przeprowadzone przez badaczy z Cambridge University), to ile można wyczytać z naszych myśli wpisanych, ale nieopublikowanych, z analizy miejsc, w których bywamy, czy stron, na które zaglądamy? To informacje, którymi dzielimy się tylko z najbliższymi osobami, lub wręcz takie, których sami sobie nie uświadamiamy. Mając do nich dostęp, komercyjna firma może poznać nasze najskrytsze marzenia lub lęki, przewidzieć zachowania i – w efekcie – coraz skuteczniej wpływać na podejmowane przez nas decyzje. Tak naprawdę o to w tej grze chodzi.
 
Dobór informacji, które trafią do nas za pośrednictwem portalu społecznościowego, nie jest kwestią przypadku. W Internecie każdy komunikat to przecież potencjalna powierzchnia reklamowa. Podczas gdy klasyczne banery odchodzą do lamusa, coraz większe znaczenie zyskują strony „polecane przez znajomych” oraz artykuły zawierające informacje reklamowe ściśle związane z historią naszych wyszukiwań i odwiedzanych stron. Wspomniany wcześniej łańcuszek o konwencji berneńskiej pokazuje, jak wiele osób obawia się, że ich wizerunek zostanie wykorzystany w reklamach powiązanych z produktami, które polubili. Dla tych użytkowników i użytkowniczek taka forma reklamy najwyraźniej nie jest fair.
 
To jednak nie jedyna forma manipulacji, z jaką musimy się liczyć. Głośne badania możliwości wpływania na nastrój za pomocą nacechowanych emocjonalnie postów przypomniały rzecz oczywistą, choć trudną do zaakceptowania: to Facebook zestawia treści, jakie do nas docierają, i ma w tym zakresie ogromną swobodę. Ta władza przekłada się na ryzyko manipulowania informacją przez firmę, która pod tym względem nie podlega żadnej kontroli. Nawet przy założeniu, że twórcy i pracownicy Facebooka nie kierują się własnym interesem, modyfikowanie przez algorytm tego, co widzimy, pod kątem naszych wcześniejszych zachowań, jest prostą drogą do zamykania użytkowników w tzw. bańce informacyjnej, w której otrzymują wyłącznie informacje potwierdzające ich dotychczasowe poglądy i preferencje.
 
Słodko-gorzki smak ustawień prywatności
Nowe ustawienia prywatności wprowadzone przez Facebooka nazywają się bardzo przyjaźnie „Basics”, a reklamuje je hasło: „To ty decydujesz”. Facebook udostępnia nam dokładny katalog informacji, które wywnioskował ze śledzenia naszych działań (w ramach portalu, na powiązanych stronach, na urządzeniu mobilnym i poprzez firmy związane z Facebookiem). To ważny krok zwiększający przejrzystość w tej relacji, choć jeszcze nie gwarancja ochrony prywatności. Możemy poznać i zmodyfikować swój profil, ale nie możemy powstrzymać śledzenia – szczególnie, że kluczową rolę w tym zakresie odgrywają dane zbierane przez inne strony i przekazywane portalom w ramach współpracy marketingowej. Żeby to zmienić, potrzebna jest systemowa zmiana reguł świadczenia usług przez firmy internetowe, nie tylko portale społecznościowe – a konkretnie odejście od modelu „usługa w zamian za dane”.
 
O ile na politykę firm mamy wpływ jedynie pośredni, swoje nawyki i decyzje co do udostępniania danych możemy zmienić od zaraz. Większa wstrzemięźliwość informacyjna na portalu społecznościowym to recepta na przynajmniej częściowe odzyskanie kontroli nad naszym profilem. Kolejny krok to zablokowanie mechanizmów śledzących, w tym na zewnętrznych stronach internetowych (służy do tego np. wtyczka Disconnect). Dobrą praktyką, która wiele nie kosztuje, jest wykorzystywanie do logowania w nowych serwisach adresu mailowego, a nie danych z Facebooka czy Google’a. W ten sposób możemy powstrzymać integrację danych i zachować różne profile w różnych częściach naszego internetowego świata. Najtrudniejsze, choć niewymagające żadnych technicznych czynności, jest oczywiście podjęcie decyzji o niekorzystaniu z portalu społecznościowego lub znaczne tego ograniczenie. Nawet jeśli jest to produkt, z którego korzystają wszyscy znajomi, warto zacząć „głosować nogami”, jeśli dochodzimy do wniosku, że reguły gry stają się dla nas nie do przyjęcia.
 
Katarzyna Szymielewicz, Kamil Śliwowski, Anna Walkowiak
Współpraca: Małgorzata Szumańska
 
Tekst powstał w ramach projektu „Cyfrowa Wyprawka dla dorosłych 2” współfinansowanego przez Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji oraz indywidualnych darczyńców Fundacji Panoptykon.
 
Polecamy inne artykuły z serii edukacyjnej.
 
Tekst na licencji: https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl

Continue Reading

When you use MS Word often use "CTRL + S"

 
I am just writing some book and there was decided to use MS Word…I want to strongly encourage you to use very often shortcut CTRL + S and change autorecover seetings (default 30min) in my case it was more than A4 page lost…when deadline is coming.

  1. Click the Microsoft Office Button, and then click Word Options.
  2. Click Save.
  3. Select the Save AutoRecover information every x minutes check box.
  4. In the minutes list, specify how often you want the program to save your data and the program state.TIP   The amount of new information that the recovered file contains depends on how frequently a Microsoft Office program saves the recovery file. For example, if the recovery file is saved only every 15 minutes, your recovered file won’t contain your last 14 minutes of work before the power failure or other problem occurred.
  5. Optionally, you can change the location (specified in the AutoRecover file location box) where the program automatically saves a version of files you work on.

 
For me, it  was a bad/good lesson.

Continue Reading

English Language with News

 
Screenshot at 17-41-32
pl Dzisiejszy post podobnie jak poprzedni jest “pisany na zamówienie” dla paru osób i pomyślałem “a niech inni również mają”. Pewien czas temu przeglądając czeluści internetu natknąłem się na http://insider.thomsonreuters.com/ na początku pomyślałem sobie “serwis informacyjny jak każdy inny” jednak kiedy zauważyłem że na dole pojawiją się napisy w tym samym momencie kiedy wypowiedziane słowo, bardzo mi się spodobała ta opcja i często służy mi przy jedzeniu obiadów…
 
Tak wygląda próbka video nagranego przeze mnie.
 
 

 
Wszystko super jednak jest jeden problem, aby uzyskać dostęp Reuters akceptuje jedynie korporacyjne maile (tak było parę miesięcy temu kiedy się rejestrowałem) w razie gdyby było tak nadal i nie moglibyście się zarejestrować podając swój standardowy/śmieciowy adres email dajcie znać może będę w stanie pomóc 😉
 
en Today’s post is the same as the previous “written on order” for some people and I thought, “and let others also have.” Some time ago reviewing the depths of the internet I came across a http://insider.thomsonreuters.com/ at the beginning I thought, “information service like any other,” but when I noticed that at the bottom are located the subtitles at the same time when the spoken word, I like it, and often serves me while eating lunch …
 
All great but there is one problem to access Reuters only accepts corporate emails (this was a few months ago when I registered) in case it was so still and you could not register by entering your standard / garbage email address let me know I may be able to help 😉
 
 
beerWhen the post was usefull please click on the advertisment at the bottom of page on the right (before turn off AdBlock plugin- if you have). Thanks !
 
 
 

Continue Reading

Jak zorganizować wiadomości

 
plOd jakiegoś czasu byłem parokrotnie proszony przez parę osób żeby wyjaśnić w jaki sposób czytam i gdzie mam zorganizowane wiadomości. Ze względu że nie chcę tracić czasu na wyjaśnianie tej samej rzeczy parokrotnie postanowiłem że napiszę krótki wpis na bloga i jedynie podeślę link do niego 😉
Ze względu że interesuję się głównie dwiema kategoriami informacji:
 
1. Inwestycje- waluty, akcje, opcje itp. itd.
2. Hi-Tech, R&D- do tej kategorii wpadają takie rzeczy jak: programowanie, java, testowanie aplikacji itp. itd.
 
Piszę o tym na wstępie ponieważ jeśli ktoś tutaj trafił przypadkiem i jest zainteresowany zupełnie innymi rzeczami raczej tego nie znajdzie aczkolwiek znajdziecie jeszcze informacje o historii, troszkę matematyce, językach i… sami sobie zobaczycie o czym jeszcze.
Ten wpis poświęcę narzędziu- agregatowi informacji RSS który nazywa się https://feedly.com podoba mi się hasło reklamowe które oddaje bardzo dobrze oddaje charakter tego narzędzia: “Read more, know more.” W ten sposób aplikacja prezentuje się: (polecam widok pełno ekranowy)
 
feedly
 
Nie zamierzam wiele się rozpisywać na temat struktury samej aplikacji bo wiele nie ma co opisywać. To co bardzo mi się podoba w niej to to że jest możliwość importu/eksportu tzw. pliku OPML, idea jest taka że bardzo łatwo zaimportować kogoś zbiór kanałów RSS jaki dana osoba obserwuje, dla zainteresowanych osób udostępniam swój aktualny plik OPML https://www.dropbox.com/s/fas69rorusovbmi/feedly.opml?dl=0 :
Zachęcam do zapoznania się z tym narzędziem ponieważ znacznie ułatwia organizację czytanych wiadomości i pozwala na korzystanie z wielu dostawców informacji w jednym miejscu. Oczywiście nie uważam że kanały RSS które mam zaimportowane są najlepsze i najbardziej słuszne, zachęcam do komentowania oraz podrzucania swoich stron które uważacie za godne polecenia 😉
 
Następny post ukaże się niebawem i będzie na temat uczenia się języków obcych i moich przemyśleń na ten temat ! !
 
 
enFor some time ago, I have been asked several times by a few people to explain how to read and where I have organized a message. Because I do not want to waste time explaining the same thing a couple of times that I decided to write a short entry on the blog and just spreading the link to it;-)
Because of my interest in mainly two categories of information:
 
1. investments- currencies, stocks, options, etc., Etc.
2. Hi-Tech R & D in this category fall into such things as: programming, java, application testing, etc., Etc.
 
I am writing this in the beginning because if someone came here by accident, and is interested in completely different things rather do not find but you can find more information about the history, a little math, languages and … see for themselves what else.
This entry devote narzędziu- feed unit with information which is called https://feedly.com I like the slogan that captures very well reflects the nature of the tool: “Read more, know more.” In this way, the application presents itself: (I recommend the full-screen view)
I’m not going to dwell much on the structure of the application itself because there is nothing much to describe. That’s what I like about it is that it is the ability to import / export so. OPML file, the idea is that it is very easy for someone to import a set of RSS feeds which the person is, for the people concerned publish your current OPML file:
I encourage you to familiarize yourself with this tool because it will help you organize read the message and allows the use of multiple information providers in one place. Of course, I do not think that I have RSS feeds imported are the best and most correct, I encourage you to comment and tossing their pages that you think is worthy of recommendation;-)
 
Next post will be released soon and will be on the learning of foreign languages and my thoughts on the subject! !

Continue Reading